Rozdział 575 Lara na ratunek
Słowa Donalda były jak sól na rany Hamisha. Gdyby nie jego tragiczna sytuacja, nie zdecydowałby się na zażycie pigułki ożywienia. Czyja to wina, jeśli nie Donalda?
Oczy Hamisha nabiegły krwią, gdy ostrza w powietrzu zaczęły drżeć. „Donald, pochowam cię tutaj!”
Ostrza przemieniły się w ognistego smoka, który z rykiem rzucił się na Donalda. Mimo to Donald pozostał niewzruszony, gdy jego popielaty tygrys skoczył w powietrze, by przechwycić smoka.