Rozdział 611
Donald po prostu uśmiechnął się do niego, nic nie mówiąc. Grant wziął głęboki oddech i powiedział do Willarda: „Panie Lambert, to jest galeria handlowa naszej firmy. Trudno mi będzie wytłumaczyć to przełożonym, jeśli się tu pokłócicie. Czy zechciałby pan odpuścić dla mojego dobra?”
„ Odpuścić? Ten gnojek złamał mi rękę kopniakiem! Jak ja mam to puścić? Lepiej trzymaj się od tego z daleka, Grant, bo później podzielisz jego los!” – wrzasnął Willard z wściekłą miną.
Stał się o wiele bardziej arogancki, mając poparcie Józefa.