Rozdział 686
Papieros w ustach Donalda poruszył się, gdy mówił. Swobodnie, ze spokojnym wyrazem twarzy, ruszył w stronę Marca. Wyglądało to tak, jakby Marco trzymał nie pistolet, a płonącą pochodnię.
Tymczasem Marco uniósł brwi, czując, że Donald go nie docenia.
Odległość między Marco a Donaldem wynosiła już mniej niż kilka metrów. Gdyby Donald zrobił jeszcze kilka kroków do przodu, mógłby wyrwać Marcowi broń.