Rozdział 221
Zapach ludzkiej krwi wciąż unosił się w powietrzu jeszcze wiele godzin po walce. Był wszędzie. Na wąskiej ścieżce wiodącej w górę. Na zimnym, nieustępliwym zboczu góry. Nad drzewami, krzakami i opadłymi liśćmi na ziemi. Srebrne łuski po kulach i połamana srebrna broń walały się po leśnym runie. Ostre kawałki sznurka były przywiązane między pniami drzew niczym pułapki, a z nich kapała krew. Poza tym metalicznym zapachem było w nim coś jeszcze – coś korzennego, leśnego i bardzo słabego.
Przybliżywszy nos do sznurka, zaczęła wciągać powietrze. Sekundę później silne ramiona owinęły się wokół jej piersi i odciągnęły ją.
„Nie dotykaj tego. Tojad” – powiedział Zeke.