Rozdział 297
Jego wilk opiekuńczo podniósł się pod jego skórą, traktując mnie z troską, jaką okazywałoby się siostrze stada. Niechętnie się zgodziłam, moje ciało w końcu uznało swoje wyczerpanie.
Nie mogłem spać głęboko w sąsiedniej sali pooperacyjnej, mój wilk był zbyt czujny, by pozwolić mi na właściwy odpoczynek. Każdy dźwięk z korytarza sprawiał, że się spinałem, gotowy do powrotu do matki.
Około południa zamieszanie z pokoju mojej matki wyrwało mnie ze snu. Usłyszałem głos Liama wzywającego lekarza, jego szybkie odruchy świadczyły o jego wyszkoleniu na wilka.